Wskoczyłem do domu Levisa Quneta. Był to mój dobry przyjaciel, choć nie wampir, a czarownik. Dostałem się do przedpokoju. Z kuchni wyszła mama Levisa, pani Gilda.
- Dzień dobry, pani Gildo.
- Witaj Shue. Co cię sprowadza w nasze skromne progi?
- Zabiłem Przyzmiemną - westchnąłem. - Nie mogłem przestać pić jej krwi.
- I wypiłeś całą krew tym samym doprowadzając do zgonu.
- Zgadza się - przytaknąłem.
Wtem doszły nas głosy z pola:
- Abashue Septiëmbre! Poddaj się, a nie będziesz miał kłopotów.
Skrzywiłem się. Pożegnałem mamę Levisa i wyskoczyłem przez okno. Moim oczom ukazała się dziewczyna, którą już spotkałem i dwaj Nefilim.
- Ok, przyznaję się - wyprzedziłem ich pytania.
Brunetka uśmiechnęła się pod nosem, na co ja przewróciłem oczami.
- Pójdziesz z nami. Radzę nie stawiać oporu - stwierdziła Nocna Łowczyni.
- Dobrze. Mam tylko nadzieję, że nie wsadzicie mnie na dołek.
- Raczej nie - odrzekła. - Ale musisz być posłuszny i wszystko wyznać.
Delikatnie pokiwałem głową jednak nie byłem zachwycony. Nie lubiłem być przesłuchiwanym, a było tsk wiele razy, bo gdy miałem szesnaście lat byłem świadkiem morderstwa. Puk, puk. "Wróciłeś!" - odetchnąłem. Dziewczyna przyjrzała mi się podejrzliwie. Jej bicz znów się ożywił. Była w gotowości. Wzruszyłem ramionami.
- Spokojnie, nie zamierzam się stawiać.
Kobieta rozluźniła się, ale nadal była przygotowana na każdy mój ruch. Ruszyliśmy w stronę Instytutu. Podszedłem do dziewczyny. Nie krępowały mnie żadne więzy, ale wszyscy uważnie mi się przyglądali.
- Już wiesz, jak się nazywam.
- Tak - odparła szorstko.
- I jeśli mnie pamięć nie myli, to ty jesteś Sofia. Córka jakże znanych Clary i Jase'a Herondale'ów.
Sofia? Uff... Ok, ale zeznania Shue'a zostaw mi, madmazel.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz