-Zostaw mnie pijawko - warknęłam i odepchnęłam wampira.
Bicz momentalnie się ożywił i owinął wokół jego szyi. Uśmiechnęłam się zimno, jakby z kpiną i politowaniem dla żółtodzioba. Chłopak, a raczej Podziemny, wstał i zsunął z siebie węża.
-Okej. Nałożyłaś czar czy co? - otrzepał się z niewidzialnego kurzu.
Przewróciłam oczami i przyłożyłam stelę do lewego ramienia.
-Brawo panie Abashue Septiëmbre. Od niedawna tu jesteś co? - zmieniłam się z 14 letniej blondynki, z powrotem w siebie - Od razu to widać. U nas wampiry przestrzegają Porozumień Clave.
Milczał. Nie wiedział co dalej powiedzieć więc się ulotnił, odbiegając w sąsiednią ulicę. A mnie czekał powrót do Instytutu bez zabitego demona, który terroryzował Podziemnych od jakiś dwóch dni. Zawsze znajdzie się jakaś robota... Westchnęłam i szybkim krokiem ruszyłam w stronę gmachu jednego z największych budynków w Hollywood. Ukrytego pod czarem starego, zburzonego kościoła katolickiego. Otwarłam ogromne i skrzypiące drzwi. Mój młodszy braciszek, William, jak zwykle uroczy i miły, przytulił się do mnie.
-Kapitan powiedział że już nie wrócisz - wyszeptał chłopiec.
Przewróciłam oczami. Kapitan. Kapitan Ćwok czyli Thomas. Najupierdliwszy chłopak w całej galaktyce. No i rzecz jasna nienawidzący swojej rodziny oraz pracy. Pesymista. No i... Ćwok.
-To był w błędzie. Poszłam tylko poszukać zmiennokształtnego demona, który zabił Gwyn'a.
Will odsunął się na dźwięk kroków babki Maryse. Czarnowłosa kobieta podeszła do nas i zmierzyła uważnie wzrokiem. Po chwili nas uściskała, i jak zawsze, powiedziała William'owi że przypomina jej Max'a. Max Lightwood - zabity przez Jonathana "Sebastiana" Christophera Morgensterna, syn Maryse i Roberta Lightwood. Ewidentnie miała nam coś jeszcze do powiedzenia.
-Abashue Septiëmbre. Ten wampir zabił dziś Przyziemną, Teracottę Bush - westchnęła - Podobno go spotkałaś całkiem niedawno Eadlyn.
Pokiwałam powoli głową. Już wiedziałam do czego zmierza. Polowanie na wampira.
-Twoja matka wydała rozkazy. Ty, Eric i Thomas idziecie w bogatszą dzielnicę Hollywood.
Wyciągnęłam serafickie ostrze i pobiegłam szukać braci. Adrenalina rozeszła się po całym moim ciele. Jak zawsze gdy wyznaczają nas na polowanie. Oczywiście nie skrzywdzimy Septiëmbre'go o ile będzie współpracował z Konclave. Od tego zależy całe jego wampirze życie. Skręciłam do centrum dowodzenia gdzie czekali moi bracia. Bez słów wyszliśmy tylnym wyjściem.
***
Noc była wyjątkowo ciemna. Thomas co chwilę przeklinał, gdy wchodził w jakąś kałużę. Cały on... Nagle w cieniu dostrzegłam nikły ruch. Ktoś wskoczył do jakiegoś domu. Przez otwarte okno, więc pokierowałam tam Eric'a, a Thom został na straży. Czułam że zbliżamy się do Shue'go.
Abashue? Jest ok
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz