Czekałam w barze. Dokładnie o 15 miała się tu zjawić Catarina Loss. Ta czarownica miała dla mnie, dla moich rodziców informację o panu, a raczej wampirze, Isaaku Goldenight. Zresztą... To Tessie mi ją poleciła. Kiedy po raz setny spojrzałam w okno, podeszła do mnie kelnerka. Szczupła, niska dziewczyna z blond włosami, zielonymi oczami i sztucznym uśmiechem. Przyziemna. Ewidentnie nie miała Wzroku. Ale nie użyłam runy.
-Latte? - zapytała.
Spojrzałam na nią kątem oka. Nie piłam kawy. I tak nie piłam zbyt dużo. Ale ten brązowy napój sprawiał że było mi niedobrze.
-Wolałabym herbatę z cytryną, jeśli można - odparłam spokojnie.
Kelnerka jeszcze chwilę stała obok mnie i przypatrywała się licznym tatuażą. Kompletnie nie rozumiem ludzi... Nagle z transu wyrwał mnie kobiecy głos.
-Hej Sofii - uśmiechnęła się czarownica.
Jej skóra, nienaturalnie różowa, obecnie była kremowa dla wszystkich Przyziemnych. To dobrze bo inaczej patrzyliby na nią jakby wylała na siebie tonę farby. Odwzajemniłam uśmiech, chociaż wolałabym w tej chwili utrzymać "groźny" wyraz twarzy.
-Witaj Catarino. Co tam u Magnusa i Alec'a? Widziałaś ich ostatnio? - powiedziałam po chwili.
Czarownica zmarszczyła brwi. Wyglądała zaledwie na 17 lat i aż trudno było uwieżyć że ma ponad 1000 lat! Nigdy nie zrozumiem nieśmiertelności. Tak jakby... Pogodziłam się z tym że wszyscy kiedyś umrzemy, a "wujek" Magnus i "kuzyn" Max zostaną bez Alec'a i Rafe'go. Już wyobrażam sobie rozpacz Wysokiego Czarownika Brooklyn'u. Delikatnie uniosłam kąciki warg.
-Chyba są w podróży po Francji. Dzieciakami opiekuje się Izzy. Byłaby z niej dobra matka... Ale ro Simon nie chce - westchnęła Catarina.
Zaśmiałam się cicho. Pan Lewis (po Wstąpieniu zachował swoje nazwisko) nie zbyt przepadał za wszystkim co jest poniżej 10 lat. Miał wręcz na tym punkcie obsesję. Gdy miałam 7 lat to kategorycznie zabronił moim rodzicom, wpuszczać mnie do kuchni w Instytucie Nowo Jorskim. Potem się zmienił, ale tamte lata były niczym komedia.
-Informacje. Po to cię wezwałam - przeszłam do konkretów.
Delikatnie pokiwała głową.
-Isaak ostatnio zamordował Przyziemną, przy Wall Street. Z tego co wiem, miała zaledwie 33 lata i studiowała medycynę - wyznała.
Już miałam coś powiedzieć, gdy znów przyszła ta sama blondynka, kelnerka położyła herbatę na stoliku po czym szybko odeszła.
-Po co mu to? Przecież wie że złamał Porozumienia - zmarszczyłam brwi.
Catarina pokręciła głową.
-On ich nienawidzi kochana. Jest zdolny nawet do zabicia Konsul Helen Blackthorn.
Jeden rzut oka na ulicę i momentalnie podniosłam się do pionu. Bez ostrzeżenia, wybiegłam z kawiarenki po czym rzuciłam się za demonem goniącym nastoletnią wampirzycę. Nadal miałam trochę litości dla Podziemnych. Wyciągnęłam serafickie ostrze.
-Saphel - szepnęłam a ostrze rozbłysło jasnym blaskiem.
Rzuciłam się na odrażające stworzenie. Gdy tylko dotknęło ostrza, dosłownie wyparowało. Przyjrzałam się uważnie wampirzycy.
-Nie spalisz się słoneczko? - zapytałam ocierając ostrze o pobliską latarnię.
Wampirzyca rzuciła mi piorunujące spojrzenie. A ja? Zaśmiałam się po czym skoczyłam na najbliższy dach. Catarina dostarczyła mi informacji. Teraz ja przekażę to swoim rodzicom czyli nowym zarządcą Instytutu w Hollywood.
Mary?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz