Spokojnie przemierzałem jedną z dzielnic Hollywood. Choć trudno nazwac to dzielnicą, bowiem samo Hollywood jest dzielnicą miasta Los Angeles. Ale zostańmy przy owej hollywoodzkiej dzielnicy. Jakże zacnego centrum przemysłu filmowego, ale tylko dla niektórych. A dla innych nie. A więc zdania są podzielne, choć ja sam nie mam nigdy nie miałem jakichś szczególnych oczekiwań wobec tej sieci dróg i plątanin domów. Minąłem Instytut. Wróciły niemiłe wspomnienia, ale szybko przegoniłem te myśli. Żwawym krokiem skręciłem w następną uliczkę. Kilka minut spacerku i moim oczom ukazała się niewielka kawiarenka. Prowadziła ją para wampirów, toteż można było zamówić tam krew. Pani Jasicca Rawhson i jej mąż, pan Tys Rawhson są dobrymi znajomymi mojej matki. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka. Pan Rowhson zerknął, kto przyszedł i wyszczerzył się do mnie.
- Czarny! No choć tutaj, syneczku.
- Dzień dobry, panie Tys - podszedłem do blatu.
- Aleś ty wyrósł! Co tam chcesz do picia? - spytał.
- To, co każde Dziecko Nocy tu zamawia - roześmiałem się.
- Zwierzęca czy ludzka z II Wojny Światowej?
- Z jelenia, poproszę. Już złamałem jedno z Porozumień...
Mężczyzna pokiwał głową po czym przyniósł kubek napełniony czerwoną cieczą. Wypiłem do dna. Westchnąłem z uznaniem dla owego napoju.
- Powiadasz, że złamałeś Porozumienie?
- Tak - kiwnąłem głową. - Ale nie chcę do tego wracać.
Zapadło milczenie. Spojrzałem na tabliczkę z cennikiem widoczną dla wampirów i tylko ich: Zwierzęca - 5$. Wyciągnąłem pięć dolarów i podałem panu Rawhdon. Wyszedłem szybko z krótkim <<Do widzenia!>>, bowiem spodziewałem się sprzeciwienia wobec zapłaty. A teraz wracamy do naszego domku. Lekko pokiwałem głową i pobiegłem w stronę mego rodzinnego domu. Momentalnie zmieniłem się w nietoperza, planowałem wlecieć do własnego pokoju, jednak wleciała we mnie samica nietoperza. Wampir. Ach, te Dzieci Nocy! W takiej porządnej dzielnicy Los Angeles się zachować nie umieją! Dziewczyna zmieniła się w człowieka, więc uczyniłem to samo. Skoczyłem na chodnik po czym zwróciłem się do kobiety:
- Uważaj.
Dziewczyna mruknęła w odpowiedzi.
- Polecam kurs latania - zaśmiałem się.
Przedstawicielka płci pięknej z początku wyraźnie uważała mnie za dupka, ale po chwili leciutko się uśmiechnęła.
Mary?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz